Triathlon Garwolin, czyli biegiem po życiówkę!

Jak to było w Garwolinie?

Zawody w oldschoolowym stylu czyli mega paka i minimum publiczności. Zapraszam więc do przeczytania dłuższej relacji.

Wtorek 9 czerwca, godzina 10:00, otwarcie zapisów limit 100 osób.

Godzina 10:03 limit wypełniony, jestem na liście!

Entuzjazm zamienia się w motywację i jeszcze większą ochotę do treningów po ‚wirusowej’ przerwie od pływania, czy zamkniętych bieżni stadionowych. Forma rowerowa i biegowa na solidnym jak na mnie poziomie. Pozostało jedynie wrócić do rytmu pływackiego jako odskocznia od pływania na taśmach i treningu core.

Jest ochota aby powalczyć z najlepszymi.

Na listach doliczyłem się powyżej 10 osób z medalami Mistrzostw Polski (AG/PRO) (!).

Sobota 27 czerwca, godzina 8:30, otwarcie biura zawodów. 

Będę ok 8:40, uniknę kolejek! Traf chciał, że wtedy były największe.

Spotykam znajomego Pawła, widzę też inne znajome twarze.

Poranek lekko pochmurny, ok 10 miała być burza!

Jak wracać do startów to z przytupem (lub grzmotem).

Swoją drogą ciekaw jestem, ilu na ilu organizatorów odwołałoby w takich warunkach przyrody zawody (burza). A może mielibyśmy triathlon jako duathlon. Ze względu na ryzyko pływania przy wyładowaniach zawodnicy wypłynęliby jak rybki jak po wsadzeniu akumulatora do zbiornika 😀

Zostawiając czarny humor – dzień przed startem zrobiło się poważnie.

Trener Łukasz pyta jak samopoczucie i czy ‚zabezpieczyłem kierownicę’.

Zabezpieczyć kierownicę to znaczy – owinąć folią/miękkim materiałem końcówkę przerzutek aby nie zawadziły o czyjeś cztery litery w trakcie hamowania/wypadku na rowerze – a kierownicę zabezpieczyć trzeba gdy wystają rury po za obrys. W rowerach czasowych jak ten którym jeżdżę to norma więc kilka, kilkanaście osób na swój sposób miało zawinięte jak kierownicy jak konserwy na wojnę.

Nie, to nie jest jadalna wata cukrowa.

Strefa zmian znajdowała się przy plaży. Niestety nie było wyłożonych mat, całość strefy była na piasku. Jak łatwo się domyślić, raczej nie wielu lubi biegać/jechać z piaskiem w butach. Ale jak się nie ma co się lubi… to docenia się że burzowe chmury przechodzą bokiem!

Pilot zawodów zwany serferem.

Zbliża się godzina 10, na starcie zjawia się też kolega Kamil z którym nie raz mieliśmy rywalizację do samego końca jak np. na Mistrzostwach Sprint Susz czy Mistrzostwa dyst. Olimpijski Białystok.

Czuję, że lekka adrenalina zaczyna wchodzić, jestem pobudzony. We krwi czuję, że jest energia aby dzisiaj dać 200 Procent Tętna, jednak znam swoje miejsce w szeregu w tak mocnej obsadzie i realnie oceniam swoje szanse – tanio skóry nie sprzedam! 🙂

Linia brzegowa – rozgrzewka i start

Jezioro Mamucie. Skąd nazwa? Czy tu powstały Mamuty lub znaleziono w nim kieł jednego z nich?

Nie wiem, ale wiem jedno – tu będzie się działo, tu będzie pralka. Spiker w tle omawia plan trasy, zawodów, przebieg, trudne punkty, zakręty, rozkład całej jazdy.

Moje myśli i ciało już się zanurzają w wodzie – czas się rozgrzać, ułożyć piankę i do boju!

Czy jest tu jakaś promocja na telewizory?

W głowie jest lekki stres, ale nie paraliżujący. Czasami zbyt mocno chcąc osiągnąć wynik sami sabotujemy się myślami. A psychika w końcu jest mocno połączona z ciałem i jakie nastawienie będzie w głowie takie efekty będą na wyścigu.

3, 2, 1 START!

Stado wilków morskich rusza w kierunku mety i zdobycia pożywienia.

Pralka od samego początku idzie na maxa. Boja kierunkowa widoczna z brzegu przestaje być widoczna.

Ramię w ramię, pluskająca woda, jak dzikie stado morskich wilków jeden za drugim obok i z tyłu. Mimo, że na starcie ponad setka osób, to ciężko jest się połapać z kierunkiem płynięcia. Cała stawka idzie szeroko, mija kilka dobrych minut… Gdzie jest ta bojka!?

Uff, zaczynam łapać widoczność. Ktoś płynie mi na centymetry na wysokości żeber, czekam kiedy chce przypadkowo dostać łokciem. Sam też nie prowokuje, ani nie odpuszczam. Płynę i obserwuję. Każdy ryzykuje jak chce 🙂

W końcu jest bojka, oddech przyspiesza.

Tętno zaczyna szaleć, jednak staram się równo oddychać.

Chwilami czuję że tempo jest za mocne.

Obok mnie płynie gość,to żaba to kraul, a u mnie tempo 1:30min/100m… – no cóż nie urodziłem się pływakiem i nie pływam od dziecka, a uczyłem się od zera od 2013 roku 😀 Koniec końców na mecie się skumaliśmy- pozdro Marcin!.

750m pływania czyli 820m u mnie, teraz czas gonić czołówkę.

Z wody wychodzę po 11:52 min. Na zegarku widzę dystans 820m, tempo 1:26/100m. Mocarzy nie widzę, więc albo siadła nawigacja przez pralkę, albo popłynąłem sporo wolniej, albo coś tu nie gra.

Wejście na rower – szybkie wpięcie kasku, okulary, siodło w rękę i długa.

Pogoń na rowerze – co najmniej dwie grupy już odjechały reszcie.

Zostaje jechać samemu na maksa, łapać inną grupę lub po drodze tworzyć swoją.

I jak się okazało z 2 zawodników, ja i zawodnik za mną ze zdjęcia wyżej po chwili zrobiło się trzech, czterech i dalej:

Pendolino na trasie Garwolin-Garwolin

Z rowerem nie było co się szarpać. Próba ucieczki od grupy za chwilę była równana. Po za tym wyprzedzanie i tak niosło ryzyko – dość wąska droga z włączonym ruchem aut lub przy nawrotce jadący inni zawodnicy z naprzeciwka. Czuję, że w grupie jedzie mi się lżej, więc tej strategii się trzymam i nie chcę być nadgorliwy.

Czas na ściganie zostawiam po rowerze 😉

Ostatnie 4km przed końcem trasy Nas od reszty zawodników z przodu przedziela czerwona strzała a mianowicie Toyota Yaris która jedzie między nami a resztą z przodu.

Tak skotłowana grupa koni na rowerach jedzie sobie spokojnie 35km/h za autem. Ani wyprzedzać, ani przyspieszać.

Chwila odpoczynku na dystansie sprinterskim nie brzmi standardowo.

Napewno straciliśmy jako całą grypa tutaj co najmniej 30-40 sekund.

10 osobowy peleton z powrotem w strefie zmian.

Strefa zmian – więc powrót na plażę, ponowne wejście w piach – zostawiam rower. Trzeba obiec pachołek dookoła i ruszać dalej w długą.

Biegniemy – w butach już mam niezłą ilość piasku, jednak liczę na to że obejdzie się bez otarć które uniemożliwą szybki bieg.

Biegniemy – z ośrodka plażowego Mamut obstawionego tropikalnymi palmami ruszamy w stronę trasy serwisowej przy drodze ekspresowej.

Tutaj Paweł w roli foto-reportera pyta mnie jak się biegnie i czy dogonię Kamil który jest jakieś 200m przede mną.

Nie no super czas na udzielanie odpowiedzi, ale coś tam wydusiłem i pobiegłem dalej.

Na początku jest bajka, płasko równo, tak jak lubię.

Po chwili wbijamy się na nawierzchnię szutrową, tu można stracić równowagę i nieco zgubić rytm/

Bieganie po lasach, ścieżkach polnych jednak mi procentuje bo cały czas trzymam tempo w okolicach 3;40min/km.

Pierwszy km biegu

W oddali widzę Kamila którego chcę dogonić. Niestety tętno w tym nie pomaga, zaczyna się robić coraz goręcej po przejściu burzy bokiem.

Mimo to leci się przyjemnie, noga podaje, mijam 2-3 zawodników.

Wiem, że ze strefy wyszedłem w okolicy 20 miejsca, jest więc co robić 😉

Mocno pracuję, doganiam Kamila ok 2.5 km, robię nawrót.

Sądziłem, że do mety będzie dalej prosto jednak czeka nas ponownie przeprawa przez szutry.

Tętno szaleje coraz bardziej, tak naprawdę dopiero teraz odczuwam pewien poziom zmęczenia.

Do mety zostało 1.5km. W oddali dostrzegam Łukasza Lisa – Mistrza Polski Age group z 2019 roku.

Czuję, że mogę powalczyć!

Zrównuję się z Łukaszem, do mety pozostaje jakieś 600-700m. Słyszę: dajesz, potrzebuję motywacji, dawaj!

Tętno mam bliskie maksymalnego, więc jedyne co teraz mogę to utrzymać tempo.

Ostatni wiraż i prosta… !

Słyszę w oddali spikera:

Dawajcie Panowie do końca, Paweł kamerujący krzyczy dajesz Kamil!

Postanawiam wydobyć resztki sił, stawiam na jedną kartę i gonię co sił w nogach.

Tempo na zegarku 2:22min/km, na ostatnich 60 metrach!

Wpadamy razem na metę!

Walka do ostatniej kreski.

Finiszuje, łapię oddech, czuję że dałem z siebie wszystko!

Oficjalnie z czasem 1:00:35h, wracam z nową życiówką!

Czas biegu 17:45min czyli 6 sekund wolniej od życiówki, którą przecież biega się na sucho 🙂

Zajmuję 10 miejsce open na 123 osoby – swoją drogą ciekawa sytuacja gdy na listach startowych jest mniej osób niż tych, które zawody ukończyły.

Kamil wbiega po chwili również na metę, robimy pamiątkowe foto i już zaczynamy wspominać jak ogniste ściganie to było.

Podziękowania dla Łukasz Kalaszczyński za przygotowania, Paweł Nowosielski za foto-relację oraz Triathlon Garwolin.

Być może za rok tu wrócę zmierzyć się z czasem poniżej godziny!

A tymczasem łapcie zdjęcie Małego Fiata, który lokalnie ma entuzjastów i na zawodach można było obserwować zjazd fanów tego autka:

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *